Festiwal bezsensownej piosenki trwa
Ostatnio gdy z hemim byliśmy u Szajby a hemi jeszcze spał (żałuj hemi żałuj), wyszliśmy rano na balkon. Stwierdziłem, że pośpiewam coś. Na poczekaniu umiem wymyślać szybko dobre rymy i bezsensowne piosenki, których historia nie klei się kompletnie. Postanowiłem, że napiszę tutaj jedną, a że Szajba je tak lubi, to w sumie dedykuje ją jemu.
Kiedy rano wstaje, myję nogi w stawie,
następne jest śniadanie, głowa pod kran,
potem sam siedzę w kiblu,
umyć zęby staram się, śmierdzi z japy mi tak że,
oddychać nie ma szans, wpadam w głęboki trans,
psychodelik mnie ogarnia, nie to obok masarnia
i ubojnia zarazem, z kuchni śmierdzi mi gazem,
nos zatykam chrząkam z żydem, żyd zapłakał widzę szczerze,
ktoś zza pleców woła leżeć, toć to jogin z Kazachstanu,
witam ja wielmożnych Panów, na kolacje miałem kluchy,
wciągałem je prosto z zupy, a że lubię smalec także
i na kolanach mam odpryski, więc żegnajcie sayonara,
stare kurwa psie wytryski
Ktoś może powiedzieć, bezsens :D Ale w tym tkwi moc, a raczej tak – tkwi w tym bezsens. Tylko czemu na kacu brzmi to tak śmiesznie ?
Witam na moim prywatnym blogu. Mam na imię Łukasz a tutaj opisuję swoje życie i nie tylko. Ponadto jestem redaktorem Ittechblog.pl, bloga związanego z IT. Serdecznie zapraszam do czytania.